Blog > Komentarze do wpisu

Burleskowy weekend

Burleską się już Wam zachwycałam. To taki nurt rozrywkowy, który jest fajny dla... kobiet. Paradoksalnie, bo przecież tam dużo golizny. Ale jak widzisz te wirujące niedoskonałe ciała, zabawę piórami i przebraniami i czujesz tę energię z radości bycia kobietą, to też zaczynasz ją czuć. Jedna moja znajoma powiedziała kiedyś: Ale po co ćwiczyć taniec, jak nie ma komu tego pokazać?

W "Dziennikach motocyklowych" był niezły moment, kiedy młody Che (podróżując po Ameryce Południowej) siedzi przy ognisku z kumplem i ludźmi, którzy przyjechali do pracy w pobliskiej kopalni. Z parą, która zostawiła swoje dzieci z dziadkami i podróżuje po kraju w poszukiwaniu pracy. I to małżeństwo nie jest w stanie pojąć dlaczego ci młodzi mężczyźni podróżują. ¿Por que viajaste? Skoro mają gdzie mieszkać i za co żyć, to po co podróżują? Pytanie jest tak absurdalne i niewytłumaczalne, że nie pada na nie żadna odpowiedź.
I takich dziwnych pytań słyszy się w życiu sporo. "I po co to ćwiczyć?" jest właśnie jednym z nich. Bo dobrze się wtedy czuję, bo fajnie kształtuje się samoocena, bo to takie przypomnienie, że bycie kobietą jest fantastyczne?

 

Weekendy bez dzieci planuję dość starannie. Mam uczucie, że MUSZĘ wykorzystać ten czas. Nie lubię jak ich nie mam obok siebie i jak tych godzin sobie nie wypełnię to kończy się na nieustannym rozkładaniu pasjansa, albo biciu rekordów w ilości przejrzanych stron w Internecie.

SOBOTA

Zabrałam znajomą na pokaz burleski. Wszytko jej w trakcie wyłuszczałam i bakcyla złapała. Że są części ciała, które NIGDY w burlesce nie są pokazywane i że publiczność ma zawsze żywiołowo reagować :) Wszystko jest na niby, zawsze jakaś performerka ma urodziny, i zawsze są to 18-ste :) Tematem tego show były Karaiby i wyspy egzotyczne! Warunkiem wejścia na imprezę był kwiatowy look ;) Czyli koszule w kwiaty, naszyjniki w stylu Aloha i wielokolorowe sukienki. No i show był super. Lepszy niż to co widziałam we wrześniu w Łodzi i chyba w fajniejszym miejscu, gdzie była półtora roku temu.

Foto UP, wiem, że ciemność i jakieś wąsy obce się z tyłu podczepiły, więc reszta fotek zawodowców ;)

NIEDZIELA

A w niedzielę, po imprezie, wybrałam się na warsztaty fryzur retro :) Je trudno zrobić, bo kiedyś inaczej strzyżono, ale mamy całą masę wynalazków by nam się to udało. Są różne typu wałków, spinek (już kupiłam, by robić te czadowe gładkie fale) i lokówek. Ja dostałam grzywkę. By takie coś wyszło, trzeba ją trochę natapirować i odpowiednio "złamać" loka ;) I metamorfozy były jak u Chodakowskiej! Przyszłyśmy takie zwyczajna, a wyszłyśmy zaczarowane :) A zabawa była przednia! :)

środa, 08 lutego 2017, fanta-girl