RSS
niedziela, 08 stycznia 2012

Śniło mi się dzisiaj w nocy, że kupiłam sobie torebkę. Poszłam do mojego ulubionego sklepu z butami (który w realu mi zlikwidowali) i znalazłam wspaniałą torebkę. Była jasna, skórzana, prostokątna i z masą sprzączek. Asymetrycznych sprzączek. Obudziłam się rano i pierwsze co zrobiłam to zgooglałam nie tylko gdzie mam najbliższy ich sklep, ale także co ciekawego w aktualnej kolekcji. Hmm... Dokładnie takich nie było, za to spodobały mi się trzy inne... Nie wiem czy dotrę tam w tym sezonie, ale nie ulega wątpliwości, że na kolejną zimę muszę sprawić sobie nową torebkę! Skoro mi się to już śni... ;)

 

<><>

Kolejny strój przedszkolny dziewczyn. Skomponowany samodzielnie! :) Jak widać Lucy ma już pewną konsekwencję w stylu. Rajstopy są w tym kolorze co paski na bluzce. Lilly Rose to natomiast cały czas żywioł. Są zielone rajstopki w kwiatki, pikowane białe spodnie, granatowa spódniczka bombka i DIADEM. Czy macie pojęcie, że ona wytrzymała w nim cały dzień???? 8 godzin w diademie :) Inna sprawa, że o ile starsza siostra uwielbia naszyjniki i bransoletki, to młodsza najbardziej na świecie kocha nakrycia i ozdoby głowy :))

  • Pasiaste bluzki - H&M
  • Spódniczki biała kratka i niebieska bombka- włoski UPIM
  • Pikowane spodnie - 5-10-15
  • Rajstopki- Yorker
  • Mocno wyeksploatowany diadem- gazetka Księżniczki

13:15, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012

Zdumiewały mnie kiedyś osoby, które przed każdą zimą musiały sobie kupić kurtkę. "Muszę jeszcze sobie kupić kurtkę i buty na zimę, bo nie mam w czym chodzić." To co stało się z kurtką ubiegłoroczną? Ja zawsze miałam górę kurtek i płaszczy z lat poprzednich. Nowe rzeczy dochodziły w trakcie albo pod koniec danej pory roku i było ich tak wiele, że nie było szans bym przez sezon coś zużyła.

Po raz kolejny sprawdziła się jednak zasada by niczemu się nie dziwić. Dzieci skracają żywotność odzieży. O ile stroi "galowych" mi nie brakuje to zwyczajne kurtki są po prostu zużywane. Może to przez częste pranie? Bo ciągle się brudzą...A to przy ładowaniu wózka do auta, a to podczas brania na ręce zachlapanego brzdąca... Więc co 10 dni lądują w pralce. Paski się gubią, rękawy mechacą. Pamiętacie kurtkę w której rok temu pojechałam na Manifę? Nie mogłam już na nią patrzeć... I na święta Lutka używając grubymi nićmi szytej intrygi zaproponowała mi nową: Justysiu, weź przymierz tę kurtkę? Nie wiem po co ją kupiłam, bo jest mi niepotrzebna. Przymierzyłam. Leżało super. Lutka więc kontynuowała: Mogę Ci dać pod warunkiem, że oddasz mi starą. Oddałam bez bólu. Mamuśka zresztą uznała, że jest tak zniszczona, że nawet biedni nie są tak biedni by im to dawać i wrzuciła ją od razu do kubła.

Mam więc nową kurtkę. I to chyba najlepszy tegoroczny prezent pod choinkę :) Retrospektywnie mogę wspomnieć, że pierwszą kurtkę typu Alaska miałam w drugiej połowie lat '80. To była puchowa Diadora z kołnierzem z prawdziwego futra. Być może zresztą jest jeszcze ukryta w schowku pod schodami w domu moich rodziców :)

  • Kurtka - Orsay
  • Buty - Emu (Ech to emu, dopiero je kupiłam, a już są w odwrocie - widziałyście ten obrazek co po fejsie chodzi? Zdjęcie Emu z napisem ZDEJMNIJ JE!?)
  • Sukienka w kwiatki -Jenny Han O marce będzie kiedyś więcej, bo to ciekawa projektantka. Na jej www znajdziecie zresztą MOJĄ!

Z sukienką był pewien problem, bo ma duży dekolt, a byłam w drodze na urodziny teścia... Więc w trosce o jego zdrowie ;) nałożyłam na nią sweter. Biżuteria to krzemień pasiasty. Na Sandomierszczyźnie bywam często i "kamyków optymizmu" mam w domu dużo!)

Kurtkę ozdabiam buttonami. Były dwa, jeden się odpiął, więc dołożę jeszcze kilka ;)

12:17, fanta-girl
Link Komentarze (1) »