RSS
niedziela, 09 sierpnia 2015

Są takie weekendy, kiedy nie wiadomo co wybrać. [Właściwie każdy letni weekend taki jest.]

W trzeci lipcowy można było bawić się na koncercie AC/DC, biec w jednym z najważniejszych biegów, słuchać Męskiego Grania na Śląsku, albo bawić się na Karnawale Sztukmistrzów w Lublinie. My wybraliśmy coś jeszcze innego. Polish Boogy Festival w Człuchowie. Na imprezę w klimacie retro miałam ochotę od dawna, ale nigdy nie była po drodze. Tym razem miałam do niej MNIEJ niż 100 km, zapakowałam więc dzieciaki i pojechaliśmy!

Pewne problemy mieliśmy z trafieniem. Miejscowi uparcie kierowali nas na rynek, gdzie był Festiwal Lawendy. Lawenda is ok, ale szukaliśmy WOOGY BOOGY... W końcu dwie młode dziewczyny powiedziały nam: Wczoraj na polanie coś było. W parku...

Wbiliśmy się więc do miejskiego parku, pod zamek i odkryliśmy tam inny świat. Wokół polany stały kampery (głównie z Czech i Holandii), przechadzały się tam dziewczyny z makijażem z epoki vintage (i często z długą cygaretką, w dwóch wywąchanych przypadkach nabitych ziołem:). Na na środku stał wielki namiot, gdzie odbywały się warsztaty swingstepa (trudne). Były cornery z odzieżą, gdzie podsłuchałam, że nowe kolekcje Mohito są bardzo retro (!!!) i był również punkt, gdzie można było zrobić sobie tatuaż (dzieciaki popodglądały jak to wygląda).

Obejrzeliśmy wyścigi motorów i motocyklistów (bo jak tu myśleć o rockability bez takich klimatów). Zajrzeliśmy też namiotów, gdzie można było być (za darmo) uczesanym i pomalowanym tak by pasować do klimatu.

Większość osób rozmawiała ze sobą po angielsku (po angielsku były też prowadzone warsztaty taneczne), a jak potem zguglałam temat bardziej to okazało się, że TEN festiwal jest JEDYNYM tego typu festiwalem w Europie Wschodniej. Zabrakło mi udziału w wieczornym koncercie, no ale to może kiedyś jak towarzystwo będzie ciut starsze.

Na chwilę lunęło i schowaliśmy się z pop-cornem pod parasol, gdzie podsłuchaliśmy rozmowę wśród motocyklistów:

  • A tam w tym wielkim namiocie to uczą się tańczyć?
  • Tak ale to chyba tylko zaawansowani.
  • Zaawansowany to ja jestem po zmierzchu

:)

Zainspirowana klimatami czasów, gdy kobiety wyglądały jak kobiety, a mężczyźni jak mężczyźni kupiłam trzy fragmenty tkanin Henrego Alexander. Dawno temu przeczytałam o nich u Vintage Girl i nieustannie chodziły mi po głowie. Nie wiem co z tym zrobię, tzn. wiem, ale nie wiem czy moje krawieckie umiejętności mi pozwolą, ale jak mi nic nie wyjdzie to w ostateczności naszyję poduszek :)

13:37, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »