RSS
wtorek, 20 września 2011

Pierwszy raz gdy natknęłam się na hiszpańskie słówko disfrutar, przyszło mi do głowy, że z pewnością oznacza smakować. Rozłożyłam je na części dis-fruta, więc logiczne wydawało mi się, że chodzi o owoc... Aaaalee oznacza to coś innego. Disfrutar to odczuwać przyjemność i dobrze się bawić, a co więcej od tego czasownika pochodzi zwrot fiesta de disfraces, czyli bal przebierańców. Czy widzicie jak daleko w języku polskim leżą te słowa? Przyjemność- maskarada- zabawa. I tak to też czujemy. Naszą narodową ułomnością jest sztywniactwo ;) . Chwała szafiarkom i trend-setterkom, że ożywiają i ośmielają ulicę, ale cały czas łatwiej trafić na przebieraną imprezę dzieci niż dorosłych. No bo jak ja będę w tym wyglądał? Wszyscy mnie wyśmieją!

Dlatego też staramy się z Carlosem wykorzystać każdą okazję, żeby pokazać dzieciakom, że przebieranie jest ok. Dziewczyny chodzą z przyczepionymi skrzydełkami, mają masę ozdób i kapeluszy i lubią je sobą zestawiać. Mam nadzieję, że dzięki temu w życiu dorosłym będzie im łatwiej i lżej żyć. Przynajmniej nie będą musiały łamać w sobie jakichś blokad :D

Gmina zrobiła piknik. Kowbojski. Tak też się zestroiliśmy. W szerokie spodnie, kapelusze, haftowaną bluzkę i w koszulę w kratę włożoną w spodnie. Pewnie, ze można było bardziej sie przebrać, ale zabrakło gadżetów ;)

  • Różowe spodnie bombki - Peace&Love
  • Granatowy top z haftem- Gap
  • Kapelusz - greckie wakacje

<><>><<><>

  • Wchodziłeś kiedyś na blog Kasi Tusk? Wisi dziś na głównej onetu.
  • Wchodziłem.
  • Ale dziś?
  • Nie, wcześniej.
  • Ale po co?
  • Bo chciałem zobaczyć.
  • No i?
  • Może się podobać.
  • A jak oceniasz jej outfity?
  • Ok. Sama Zara, H&M i Cubus.
  • A inne wpisy? Np. o tym jak gotowała rosół?
  • Nie widziałem. Ale to możesz mi dziś ugotować rosół a'la córka premiera.

No więc ugotowałam mężowi ten rosół. Szafa KT zresztą całkiem fajna. Ja znalazłam tam kolejny sklep internetowy w którym muszę zrobić zakupu. A wszystko przez jeden myśliwski kapelusz z piórkiem... :D

11:22, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 września 2011
  • Weszłam do Calzedonii kupić dziewczynom kostiumy na przyszły rok i zobaczyłam, że jest też wyprzedaż męskich kąpielówek.
  • Kupiłaś mi?
  • Tak. Babka powiedziała, że nie chyba nie mieli nigdy aż tak ich przecenionych.
  • Jakie kupiłaś?
  • Białe.
  • Białe?!?!? Po co mi białe kąpielówki?!!?
  • Wyobraziłam sobie, że będą pasowały do jachtu.
  • ALE JA NIE MAM JACHTU!!!
  • Zawsze możesz mieć...
  • Białe to nie mój styl!
  • Były też granatowe. Możesz sobie kupić jeszcze jedną parę...

Dawno temu wymyśliłam sobie dzień bikini. Nie pamiętam już kiedy on wypadał: czy to był listopad, czy luty... Ale chodziło o to, że w jeden z tych ponurych, chłodnych dni nakładałam pod spód kostium kąpielowy. Taki promyk słońca na niepogodę. Dziś dzień bikini wypada mi na początku września. W sklepach można upolować jakąś ciekawą powakacyjną resztkę (dla mnie już nic nie ma, ale w dziecinnych jeszcze sporo jest), a w bieliźnianych netowych sklepach pojawiają się nowe kolekcje kostiumów.

Kostiumów nowych jest trzy. Najpierw kupiłam dwa - po jednym dla każdej. "Brazylijskie owoce" i "jeansowe kwiatki", ale Lucy uznała, że jej się nie podobają :) Pojechała więc z Carlosem i dokupiła sobie błękitny. ON kupił sobie GRANATOWE kąpielówki :)))

Tym samym mi doszły... męskie białe kąpielówki. Mierzyłam je z wyszywaną górą Cuzco i wygląda to naprawdę nieźle! ;))

Poprzednich kostiumów dziewczyn nie wywalam. Te trójkąciki materiału są takie rozkoszne, że niech zostaną. Zresztą może kiedyś któraś... zechce sobie zrobić drogę do własnej sypialni wyłożoną ramkami z wszystkimi swoimi bikini?  Od najmniejszego do teraz? ;))

18:22, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »