RSS
czwartek, 16 października 2014

Miały być w sklepie L torebki Witchen. Po zaporowo niskich cenach, jak to w sklepie L... Odkryłam to przeglądając gazetkę i już dwa tygodnie wcześniej zaplanowałam sobie, że pojadę 4 października po bułki i PRZY okazji kupię sobie tak urodzinowo torebkę. Dawno żadnej nie kupowałam, a wyznaję zasadę, że jak zamierzasz zacząć zarabiać (a zamierzam) to przede wszystkim potrzebujesz nową torebkę :)

Pojechałam o godzinie 9 rano. Przeleciałam przez cały sklep i nie znalazłam. Przeleciałam więc jeszcze raz i jeszcze raz... W końcu poszłam z tym pięcioma bułkami do kasy i pytam kasjera:

  • A te torebki co miały dziś być, to jeszcze nie dowiezione?
  • Proszę Pani... Ich już nie ma!
  • Jak to? Już??
  • Jak przyjechałem na ósmą do pracy to ludzie stali w kolejce przed sklepem, żeby pierwsi wejść. Po 3-4 brali.
  • ??? Może mają sklepy jakieś i chcą je sprzedać?
  • Mówili, że to znajomego i kogoś z rodziny. Wszyscy będą potem w tych torebkach chodzić. Bez sensu.
  • Ale ja też chciałam...
  • PANI, to sobie LOUIS VUITTON kupi.

Skoro sprzedawca w sklepie spożywczym tak mnie spozycjonował przejrzałam strony z torebkami Loisa i doszłam do wniosku, że to chyba jednak nie w tym miesiącu :) Ale, że historia była dobra opowiedziałam ją rodzicom i znajomym. Nie wszyscy jednak byli nią zachwyceni w podobnym stopniu jak ja. Moja mama np. która jest typem zero-jedynkowym wyłowiła z niej tylko tyle, że jej córka NIE MA torebki :) I postanowiła mnie zabrać na zakupy... 

Bez dzieci zakupy są łatwiejsze. Na spokojnie wchodziłyśmy więc sobie do wszystkich torebkowych sklepów jakie były po drodze. Gust mamy podobny, bo obie lubimy lakierowaną skórę. Aaale, tak szczerze mówiąc torebki na wyjście wow mam. I to nie mało. Zdaje się nawet, że znalazłaby się taka, której ani razu nie użyłam, bo co tu oszukiwać wyjść wow raczej nie miewam... Więc gdy odpadły wersje szałowe zdecydowałam się zdać na gust mamy, który jest chyba lepszy niż mój. Bardziej wyważony i stonowany. Zaufałam jej wyborowi i pozwoliłam sobie wybrać torebkę. Neutralną, pojemną i idealną na przejazdy szkoła-przedszkole-rynek i supermarket. Ale jednocześnie elegancką i taką z którą dobrze się czułam gdy wylądowałam ostatnio na jakimś zebraniu w gminie.

Btw. bym mogła sobie zrobić zdjęcie z tymi uroczymi paniami, musiałam wpierw zatańczyć hałupca ;) Poszło mi tak świetnie, że zostałam zaproszona na bicie rekordu w ilości osób tańczących na raz ten taniec...  :) Nie poszłam, ale może kolejnym razem spróbuję :)

  • Kurtka w kwiatki - Bershka
  • Bluza w pasy i pastelowa chusta - Stradivardius
  • Granatowe spodnie- Mango
  • Czarno- brązowa torebka- Gino Rossi

11:05, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »