RSS
czwartek, 23 stycznia 2014

Długie lata uważałam, że cały ten szał wokół staników, to czysty marketing. Rozumiem potrzebę posiadania rzeczy ładnych, no ale skąd ta rozpiętość w cenach? Wiadomo, chcę podnieść sobie nastrój to realizuję się w jednej z b-płaszczyzn (będzie o tym kiedyś), czyli kupuję bieliznę, biżuterię lub boski zapach. Ale czy TO naprawdę jest niezbędne? Tym bardziej jeśli na dodatek nie masz wielkiego biustu, gdzie dobry stanik jest uzasadniony fizjologią. Nosiłam wąskie koszulki, body z wyprofilowanym biustem, a stanik zakładałam gdy chciałam wyglądać ponętnie...

Ale życie pokazało mi, że tak. Staniki są niezbędne. Ważne i potrzebne. Lubię cienkie, nie ocieplane, zrobione z tkanin, które nie gryzą i nie uwierają. A jednocześnie mają tak uszyte miseczki, że wszystko jest idealnie naprężone. Takie, które mają długie ramiączka, bo mój biust jest jakoś nisko, albo ja jestem długa do tego rozmiaru. Nie mają silikonu, czy wzmocnień z niklem, bo na obie te rzeczy mam koszmarne uczulenie, od którego powstają rany. I lubię też płytkie miseczki, czyli tzw. half-cup bra. Nie przepadam za białymi i w sumie to niespecjalnie lubię te w kolorach ciała (nude). Traf chciał, że takie staniki - idealne dla mnie parę lat temu odkryłam i tej marki się trzymam. To był przełom i moment w którym pokochałam nosić tę cześć garderoby. Od tego momentu ściąganie biustonosza przestało być pierwszą rzeczą jaką robiłam po wejściu do domu... A jako, że minął właśnie rok od kiedy zakończyłam karmić młodego ;), więc biust już wrócił do normy i ponadto ostatni stanik dla TEGO właśnie rozmiaru kupowałam w 2009, to korzystając z wyprzedaży pozwoliłam sobie na dwa kolejne :) Oba w odcieniach zieleni i turkusów.

Passionata

Ten pierwszy jest minimalnie lepszy - muszę się trzymać cienkich ramiączek, bo inne mi przeszkadzają, ale w sumie oba są świetne! :)) Foto oczywiście nie na mnie a z listka.

I bonus! Mały (wspomniany chwilę wcześniej ;) miłośnik bielizny. Foto z lata jak kupował sobie majtki ;)

22:11, fanta-girl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wyszło tak, że na początku grudnia znaleźliśmy się całą rodziną w Krakowie, a na dodatek były z nami dziadki. I wyszło też tak, że hotel w którym mieszkaliśmy był tuż obok Galerii Krakowskiej... W takich właśnie okolicznościach niepowtarzalnej przyrody wymknęłam się z mamuśką na wieczorne zakupy. Cel: kupić słynny płaszczyk, który tym razem przerobiłam na zimową kurtkę. :)

Gdy stawiłam się do pokoju Carlos zadysponował:

  • Przymierz.

Tak też zrobiłam i usłyszałam:

  • Jest taka sama jak poprzednia.
  • No nie. Jest zupełnie inna. Tamta była srebrna, ta jest kremowa. Poza tym są tylko takie. Czy to wejdziesz do Orsay, Zary, Katriny czy Max Mary. Poza tym nie ma kaptura. A ja nie lubię kapturów.

Podoba mi się :) Wzięłam rozmiar większy niż zwykle, bo chciałam by zmieścił się pod spód sweter. Wtedy miałam na sobie sweter i zakładałam, że pod zimowe okrycie sweter powinien się zmieścić. I dochodzę do wniosku, że jest ciut za duża :/ Ale czy istnieje rozmiar pomiędzy? Rozmiar 39? :))

Niżej dobrze tę zadużość widać ;) Głowę mam tak jakbym stała za taką tablicą gdzie się wstawia twarz :)

  • Kurtka - Orsay
  • Spodnie sztruksowe- Tatuum
  • Czapki i butów marka zaginęła w trakcie użytkowania :)

I jeszcze zoom na czapki dzieci. Pierwszy raz zamówiłam je rok temu, ale dla dwójki musiałam zamówić i w tym. Kobe dostał misia-pirata, a Lucy sowę. Wzory wybrali sami. Lilly ma ubiegłoroczną mysz :) Bardzo mi się te czapki podobają, mają polarowe podszewki i są cudownie kolorowe. Tym niemniej jednak nie będę linkować do strony osoby, która je robi, bo ma strasznie duże obsuwy czasowe. Właściwie to chyba należałoby latem zamawiać by na październik doszło :))

14:01, fanta-girl
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 listopada 2013

- Dexter, sezon 8

Świat matek z dziećmi ogarnęła potrzeba "warsztatów". Chodzi się na nie, wyszukuje albo organizuje w domu. Są blogowe inicjatywy tygodni warsztatowych, gdzie uczy się dzieci astrologii, piecze i maluje. Gogiel pęka w szwach od wstukiwanych haseł jak zaanimować dzieci. I to wszystko są szalenie pozytywne zjawiska. Takie eventy to akcje jednoczące rodzinę oraz fantastyczna przygoda!

Dziś byliśmy np. na warsztatach malowania spreyem szablonów. Wydarzenie towarzyszyło wystawie poświęconej kulturze amerykańskiej i jesteśmy oboje z Carlosem absolutnie zajęciami zachwyceni.

Nie było to pierwsze wyjście tego typu i szczerze przyznam, że choć strój jaki wybrałam jest banalny, za każdym razem przed wyjściem dłuższą chwilę okupuję szafę. Co wybrać, by być na luzie i codziennie zwyczajna, a jednocześnie taka "dopracowana"? Bo towarzystwo w takich miejscach jest zawsze-zawsze wylansowane.

Dziś wygrały paski. Moja mama mawia, że regularne paski to najbardziej twarzowy wzor. Kratka jest za bardzo domowa i szybko się opatrza, groszki są wymagające, a paski gwarantują wpasowanie się prawie wszędzie.

  • Granatowa bluzka w białe paski - Tatuum
  • Miodowe spodnie - Reserved
  • Czerwone glany - są nie pamiętam skąd, ale to pierwsze buty jakie dostałam od Carlosa ;)
  • Broszka z wąsami - Pakamera, ale co ważne to związane z MOVEMBER ;)

I fotek kilka z wyprawy :)

I w bonusie foto z wystawy. Mnogość amerykańskich wierzeń i dywagacje jakie miejsce w społeczeństwie zająłby by współcześnie Chrystus przeniesiony na US ulice. Btw. niesamowite!

17:15, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 października 2013

Co roku, w okolicach moich urodzin mogę się spodziewać telefonu od mamy.

  • Justysiu, kupiłam bym Ci coś. Zupełnie nie masz w czym chodzić. Może jakiś płaszczyk?

Czasem daję się zmolestować i idziemy do sklepu, gdzie po dwóch godzinach daję sobie kupić spodnie... I tłumaczę:

  • Mamuś, ja wszystko mam, jak będę coś potrzebować to sobie kupię!

Tym bardziej, że pod nosem mam outlet. Nie bywam tam często, ale jak na 3-4 miesiące zajrzę bez konkretnego celu, to zawsze coś znajdę. Ostatnio były to buty i spodnie. Z butami była niezła opcja, bo to był ostatni model i sprzedawczyni nie mogła znaleźć drugiego. I mówi do mnie: Wie pani, ich nikt nie chce, bo one są krzywo wybarwione. I jak znalazła to zapytałam (bo ja tej wady nie widziałam) Czy w takim razie może mi pani jeszcze je obniżyć w cenie? Babka popykała w kompie i w efekcie buty z 300 PLN, z outletową ceną 99 mam za 50 :)) A spodnie były za 15, co wywołało mega zazdrość u Carlosa ;)) Może i ja pojadę i coś takiego znajdę? :))

Dzisiejszy więc zestaw nie jest w żaden sposób oryginalny, ale ma na celu zaprezentowanie owych zdobyczy. Btw. płaszczyk też outletowy w cenie szczotki do włosów :))

  • Granatowe spodnie- Mango
  • Płaszcz mydelniczkowy - Vero Moda
  • Kremowe buty - Marco Tuzzi
  • Szal Carlosowy z Turcji

I zoomy na spodnie (bo są takie wysokie, co świetnie wygląda z tymi licznymi kusawymi sweterkami, które mi w końcu nie wyłażą) i buty, które sprawdziły się jesienią na plaży.

Natomiast pochwalę się dziewczynami. W tym roku zamiast ocieplaczy na łydki kupiłam dla nich mitenki. Szukałam gotowych, ale nie znalazłam, więc zamówiłam u mojej babki od getrów. Lucy ma granatowe z wielkim białym kwiatem, a Lily w biało-zielone pasy z białymi kwiatkami (miały pasować do wczesno-jesiennych kurtek). Są świetne do jazdy na rowerze, grzeją, ale nie pocą :) Są takie super, że za rok chyba też sobie takie zamówię :))

22:03, fanta-girl
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 września 2013

Najmodniejsza dzielnica Tokio to Harajuku. Tam gromadzą się młodzi, którzy od poniedziałku do piątku wbijają się w mundurki i tam mieszkają artyści oraz japońscy projektanci. Harajuku Girls to wolne od codzienności obywatelki Tokio, które swoje stroje komponują w specjalnych sklepach. Mylnie łączy się je z klimatami gotyckiego rocka, albo neo-punku. Prawdziwa geneza stylu to bohaterki MANGI i Anime. 

Lucy rozpoczęła pierwszą klasę. Duży miałam problem z plecakiem i doszłam do wniosku, że jeszcze w tym roku nie kupię jej takiego kwadratowego ze wzmocnieniami na plecy. Jest odprowadzana i przyprowadzana, a plecak wtedy niosę ja. Za to chciałam znaleźć taki, który będzie wyglądał inaczej na półce w świetlicy. Wszystkie dzieciaki odstawiają plecaki na regale i chciałam by JEJ był niepodobny do żadnego innego. W ubiegłym roku miała taki jak jeszcze dwie dziewczynki i ciągle (pomimo doczepienia breloczków) było z tym zamieszanie.

Boje o to toczyliśmy z Carlosem, bo on chciał by plecak był sztywny. Jako zaopatrzeniowiec wygrałam jednak ja i Lucy ma plecak Harajuku. Wybrała sobie turkusowy z wzorem w syreny. Ma  mnóstwo schowków, doczepionych błyskotek i dwie kieszenie na napoje. I bardzo go lubi! :))

Styl Harajuku to wygląd porcelanowej lalki (mamy to, nawet pomimo dużej szczerby w zębach, jak to u dziewczynek w tym wieku ;), noszeniu kilku warstw i mieszanie stylów (trampki do spódnicy) oraz łączenie marek (trendowe z pospolitymi). Voila:

  • Spódniczka - Smyk
  • Kurtka ze złotymi guzikami - Gap
  • Leginsy - Auchan
  • Buty z fluo sznurówkami - CCC
  • Tenisówki- Decathlon
  • Bluzka w pasy - H&M
  • Plecak - Harajuku

Ooo, a tu niżej widać regały w świetlicy, gdzie w trybie codziennym w dużym ścisku są plecaki. I weź znajdź tu swój, jeśli jest nie charakterystyczny! :))

Btw. Stylem Harajuku była zafascynowana Gwen Stefani i kilka japońskich Gothic Lollitas wystąpiło w jej klipie "What You Waiting For?".

10:41, fanta-girl
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 sierpnia 2013

Mój pierwszy był późno :) Byłam wtedy w maturalnej klasie i bardzo chciałam już mieć. Poszłyśmy więc z mamą do sklepu i dostałam czarnego koronkowego push-upa by Triumph. Zresztą parę miesięcy później dostałam kolejny i tym razem biały. Służyły mi długo, bo jeszcze po studiach pamiętam je w mojej szufladzie z bielizną.

Ten pierwszy był za późno. Winię za to moje garbienie się i niechęć do wuefu. Ale na usprawiedliwienie Lutki mogę powiedzieć, że w początkach '90 branża bieliźniana w Polsce dopiero ruszała. Na rynkach i bazarach pojawiały się chińskie zestawy majtki z krótką koszulką z gumką od spodu (miałam ze cztery), no a kupić stanik dla nastolatki z miseczką A nie było po prostu możliwości. Baa, ja nawet nie sądziłam, że takie coś może istnieć.

Na siódme urodziny Lucy dostała pięć staników. Właściwie to miało być siedem (siedem na siódme) i mam wrażenie, że siedem kupiłam, ale dwa mi gdzieś zaginęły ;) No, nic, znajdą się. Nie musi w nich chodzić, po prostu chcę żeby miała. Ostatnio mi tak wydoroślała i tak jak zawsze plażowa nagość jej nie przeszkadzała, to w tym roku miała tak, że się zasłaniała, a jak zmieniała kostium i biegła grupa rówieśników po plaży to się po prostu zawstydziła. Dając jej taki prezent chciałam też jej wysłać sygnał, że akceptuję to, że rośnie. Kochałam ją jako małą dziewczynkę, ale nic się nie zmienia, że jest większa. Nasze relacje po prostu będą się stawać pełniejsze. A stanik? Może w szkole na w-f-ie dziewczyny będą mieć, może będzie jakaś rozmowa w klasie, ale ona już ma. Jeden jest nieco większy (tak na 9 lat), ale cztery są najmniejsze z tych jakie udało mi się kupić (czyli zgodnie z metką na 7-8). 

Siedmiolatka do prezentu podeszła bez emocji. Aaaa, a myślałam, że to majtki. Prezent za to zachwycił młodszą siostrę, która od razu zajęła się mierzeniem :))

16:58, fanta-girl
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 lipca 2013

Jest taki polski film Rewers. Graficznie i atmosferą to taka nasza wersja Sin City, tyle że w obsadzie rodzimej. Film dobry, a scena która mi chodzi po głowie odkąd go z 10 miesięcy temu obejrzałam to dialog matki (Jandy) z córką (Buzek). Knują jak tu ukryć walizkę z mrocznym sekretem i matka mówi:

  • Ja pójdę. Nikt mnie nie zauważy.

A córka odpowiada:

  • Nie. Pójdę ja. Mnie NIKT nie zauważa.

Świetne, nie? Dobrze jest czasem być niezauważalnym, choć mam wrażenie, że transparentność mija z wiekiem. Siedziałam sobie dziś taka właśnie ukryta i niewidzialna w aucie przed paszportowym. Czekałam i patrzyłam na mijające mnie kobiety. Doskonale widać, szczególnie teraz latem, kto dobrze się czuje ze sobą. Kto ubrał się tak, że jest jego druga skóra, a dla kogo dany strój jest niepewną nowością. O dziwo, najlepiej ze sobą czują się młode mamy. To żadne wazeliniarstwo, ani zadufanie, ale paradoksalnie, bo przecież mają najmniej czasu na siebie, one są najbardziej pewne siebie. Czy to duma z dziecka, czy macierzyństwa, ale im nie przeszkadza wystający brzuch, szorstkie łokcie czy niepasujące buty. I JE widać.

Dziś marynarka. Dostałam ją od mamy, która w szale zakupowym za-nabyła i potem nałożywszy 2x uznała, że nie jej styl. Ale TO JEJ styl. Pamiętam to z okresu nastoletniego, kiedy córki chyba najuważniej podglądają matki. Mama lubiła duże malarskie żakiety do pasiastych bluzek. Ale że tym razem żakiet pasiasty wybrałam top granatowy. Brakuje mi biżuterii, chciałam coś metalowego i nie koniecznie klasycznego, ale nic takiego nie mam. Jakąś kanciastą steampunkową broszkę? Muszę o niej sobie przypomnieć na urodziny ;)

  • Pasiasty żakiet- Zara
  • Białe spodenki - Tatuum
  • Granatowy top - Gap
  • Buty - Badura
  • Torebka - Simple

Trochę się na tym zdjęciu wyżej wyciągnęłam w paincie, ale mam niski próg tolerancji dla moich nóg tego lata ;) Za to niżej zoom na buty, bo to też od mamuśki dostałam. Btw. widziałam podobne w Bacie, ale Badura rozdzielił paski i ten z-góry-na-dół jest zaczepiony jak japonki, dzięki czemu rewelacyjnie leżą!

23:13, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 czerwca 2013

Nieoczekiwanie, jako bonus to czasochłonnego, lecz mało lukratywnego zlecenia, dostałam bilety na koncert. Do takiego bardzo modnego miejsca, do którego pewnie ot tak bym się nie wybrała. Ale skoro zaprosili... Zamówiliśmy więc na wieczór babcię do dzieciaków, wzięłam pod rękę Carlosa i ruszyliśmy!

Zblazowane towarzystwo leżało na leżakach, na scenie brzdąkali supporci, barman powiedział, że burito wymiata, więc spróbowaliśmy. W barze pod sceną ja kupiłam sobie jakiś cudaczny bąbelkowy napój bez promili, a Carlos siorbnął piwo z kija polecone przez wytatuowaną barmankę. 

Sukienka to osobna historia. Pokłóciliśmy się dwa tygodnie temu wychodząc gdzieś na miasto. Problemem był mój strój... Ale spędziłam przy szafie pół godziny i naprawdę nic się nie nadawało. Wszystko już nosiłam. Wszystko mi się opatrzyło. Wszystko jest już zużyte! Zamiast więc na spacer mąż zaciągnął mnie do molla. Wzięłam do przebieralni 6 sukienek i w żadnej się sobie nie spodobałam. Na  szczęście wkroczył Carlos, doniósł kolejne i coś wybraliśmy. Ale też leżało to mi jakoś słabo, więc chwała mu za to, że spojrzał krytycznie i rzucił: Zamiast eMki weźmy eLkę. Będzie za duża, ale będzie fajnie opadać.

I rękawki mam na tyle szerokie, że mnie potem potem w biust podszczypywał :)

  • Sukienka w kwiaty - Zara
  • Buty - Lasocki
  • Torebka - Nine West
  • Bransoletka - Reserved

A ponieważ foty od komórkowe rozmazane dwie fotki jeszcze pożyczone ze strony Zary:

14:01, fanta-girl
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 maja 2013

Mówił mi dok na zdjęciu gipsu, że przez najbliższe pół roku będę taki człowiek specjalnej ochrony. I że zmiany, które zaszły powrócą do normy, choć norma może być inna niż wcześniej. Pół roku minęło i coś co podejrzewałam już w trakcie stało się faktem... Lewa stopa będzie większa niż była. Te zrastające się kości utworzyły takie zgrubienie w miejscach złamania. Podobnie miałam z ręką, kiedy ją złamałam jako ośmiolatka. Co za tym idzie jestem... bucianym bankrutem. W szafie mam buty od 37 do 39 i aktualne są wyłącznie te ostatnie. Test kozaka, czyli próba wciągnięcia kozaków był bezlitosny. Te co są nieużywane przesuwam w głąb szafy, może przydadzą się kiedyś dziewczynom, no ale reszta cóż...

Na szczęście przede mną lato, więc można wskoczyć w sandały. Jedyne z butów, które łatwo mi kupić. Potem można wsiąść na rower i zrobić sobie w Dzień Matki małą przejażdżkę! :)

  • Sandały- Lasocki
  • Granatowe spodnie- Blu Sand
  • Cytrynowa bluzka - Orsay
  • Bawełniany żakiet - Tatuum

13:54, fanta-girl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nadejdzie to lato szybko, a wiosna jest przez to burzliwa. Jednego dnia raczy nas 18-stopniowymi upałami, a innego mży i podwiewa. Po kilku latach przerwy wyciągnęłam z szafy bordowy skórzany płaszcz - kultowy strój mojego outfitu sprzed jakichś 15 lat. Płaszcz mam od mamy. Ona dostała go od męża w latach '70. Jest turecki i jak na tamte czasy był zupełnie INNY. Zresztą Lutka też miała okres, że chodziła tylko w nim. Jest już zniszczony, Carlos za nim nie przepada, a i sama mamuśka uważa, że powinnam się go pozbyć. Archiwizacyjnie dopóki go jeszcze mam, postanowiłam go uwiecznić. 

Strój jest słabo dobrany. Z cyklu filmy do prasowania oglądam teraz Beauty and the Beast. Główną rolę gra tam ta laleczka, w której był zakochany młody Superman w Miasteczku Sommerville. Filigranowa, ale naprawdę śliczna. I prowadzi jako bohaterka produkcji intensywne życie poza-pracowe. Oglądam to i trochę zazdroszczę że szykując się na wyjście do galerii, ma czas i dobrać biżuterię i poszukać butów. Ja jadąc na weekendowy wyjazd wzięłam te, które były na wierzchu. Jak chwilę wcześniej o tym myślałam to planowałam zabrać do tego stroju kalosze Carlosa (mamy podobny rozmiar stopy). I spodnie miały być inne, ale nie zdążyłam ich na miejscu zmienić. No cóż, dzisiejsza prezentacja dotyczy więc tylko płaszcza :)

  • Skórzany płaszcz- Turcja, 40 lat temu :)
  • Spodnie - H&M
  • Adidasy - Osiris
  • Motylowy sweter- Solar
  • Pistacjowy szal Carlosa - też Turcja, ale sprzed lat 4.

Myśląc o lecie przeglądam też garderobę dziewczyn. Weszły właśnie w taki okres, kiedy ubrania (domyślnie sukienki) muszę na nich wpierw przymierzyć. Panny są patykowate z długimi rękami. Mają wąskie ramiona, z których spadają ramiączka, a i nie w każdym kolorze wyglądają dobrze. Lucy to dziewczyna silnych różów i czerwieni, a Lilly cytrynowych i niebieskości. Jedna lubi duże wzory a druga nie nosi kratki...Itd!

10:30, fanta-girl
Link Dodaj komentarz »